stat4u
RSS
poniedziałek, 02 sierpnia 2010

Dziś 02-08-2010 (ponad 4 miesiące na diecie)

  • aktualna waga 57 kg (16 kg mniej!!!) (nie wierzyłam, że kiedys jeszcze zobaczę piątkę z przodu)
  • samopoczucie: rewelacja
  • ilość grzechów na sumieniu: nie wiem nie liczyłam, ale wszystkie te grzechy to alkohol :P

W dzisiejszym wpisie chciałabym poruszyć wpływ diety na comiesięczne "przypadłości kobiece". Pierwszą miesiączę dostałam z tygodniowym wyprzedzeniem... W sumie to się cieszyłam, bo naczytałam sie raczej o tym, że na tej dziecie to "mała czerwona" raczej sie spóźnia... Wszystko ładnie pięknie, ale ta cholera trwała całe 7 dni!!! Myślałam, że mnie szlag trafi... Ale przeżyłam :P Zwaliłam to na to, że organizm musi się przestawić, przyzwyczaić i tym jednym wybrykiem nie ma się co przejmować. Kolejna przyszła już w terminie, niestety też trwała aż 7 dni (zwykle wyrabiałam sie w max 4-5 dni). No i ostatnia przyszła z poślizgiem aż 10 dni!!! Koszmar! 3 testy ciążowe! Metlik w głowie! Masakra! Ale ważne, że jest!!! Heh trwa już 5 dni i pewnie jeszcze 2 przedemną :P

Podsumowując trzeba mieć mocne nerwy związane z terminowością "małej czerwonej". Chociaż akurat w moim przypadku, to jest raczej "duża XXL czerwona". Ale za to totalnie bezbolesna :P

wtorek, 06 lipca 2010

Dziś 06-07-2010 (ponad 3 miesiące na diecie)

- waga aktualna 60 kg (zgubiłam 13 kg jupiiii!!!)

-zmieściłam się w spódniczkę, którą kupiłam 3 lata temu- rozmiar 36 i wcale nie jest zbyt obcisła )

-kupiłam sobie spodnie lniane o dziwo rozmiar XS!!!! i są w sam raz!

-przez 2 tygodnie byłam na urlopie i mocno nagrzeszyłam z piwem....i mimo tego schudłam 1 kg :)

-jedyny grzeszek związany z jedzeniem to koktajl truskawkowy (nie mogłam się powstrzymać, ale zrobiłam go z mlekiem 0,5 % tłuszczu i z jogurtem naturalnym + 3 słodziki- PYCHOTA)- nie mam wyrzutów sumienia :)

- ostatnio cola light jest dla mnie za słodka....no tego to ja się nie spodziewałam :P więc rozrabiam ją sobie w proporcjach pół na pół z wodą i dodaję duzo cytryny i lodu! Najlepszy sposób na upały!

-mąż zabronił mi się już odchudzać hihi, ale ja chcę zgubić jeszcze 3 kg i się nie poddam, za dobrze mi idzie

-czuję się fantastycznie i widzę czasmi te spojrzenia facetów...miło jak cholera:)

-mąż robi sie zazdrosny i to chyba najbardziej cieszy!!!!

 

Pozdrawiam wszystkich Dukanowców i życzę wytrwałości i fenomenalnych wyników!!!

 

10:42, mojekilogramy
Link Komentarze (5) »
wtorek, 15 czerwca 2010

Dziś 15.06.2010

-aktualna waga 63 kg (10kg zgubiłam przez ponad miesiąc)

-obliczyłam swoje BMI i... wyszło mi 24,8 (czyli waga prawidłowa- co prawda górna norma, ale zawsze )

-osiągnęłam wagę ze studiów, teraz walczę o wagę z liceum :P (chcę zauważyć, że w zatrważającym tempie zbliżam sie do trzydziestki i mam już dziecko, więc w obecnej chwili nie jest ze mną AŻ tak źle. No mogłoby być lepiej I BĘDZIE!)

-cel: 57 kg (no chyba, że coś mi strzeli do głowy i może pokuszę się o 55kg...)

 

Ostatnio trochę namieszałam w systemie 5/5....tzn jem same proteiny wtedy kiedy chcę i tak samo zajadam się warzywkami. Nie pilnuję co do dnia zasady 5/5. Stwierdziłam, że ta dieta ma być wygodna i przyjemna a nie męcząca. Fakt, waga może odrobinę wolniej leci, ale mi to nie prezszkadza. Ważne, że leci !!! A im wolniej będzie leciała, tym mniejszcze prawdopodobieństwo efektu jo-jo.

Jakiś czas temu Mój Szanowny Małżonek widząc moje zaaferowanie dietą , zakupił mi książkę Chmielewskiej (uwielbiam tą pisarkę) "Traktak o odchudzaniu" (ma facet gest, niech Go!). I...okazało się, że aby móc ją czytać muszę bezwzględnie być świeżo po posiłku... Co ta Chmielewska wypisuje w tej książce to szok!!! Tak dokładnie opisuje KAŻDE zakazane potrawy, że aż ślinka leci... A to napomyka o torcie czekoladowym z niewyobrażalną ilością bitej śmietany, posypanym wiórkami czekoladowymi i truskawakami, a to opisuje grzanki grubo posmarowane masełkiem z plastrem sera żółtego, a to o jajecznicy z 4 jajek z boczkiem, kiełbasą pomidorem i szczypiorkiem. Wszystko oczywiście mocno zakrapiane piwem... O zgrozo! Ogólnie książka fantastyczna, ale te opisy nie sprzyjają odchudzaniu :P

 

środa, 09 czerwca 2010

Dziś 09.06.2010

-aktualna waga 64 kg (czyli już 9 kg za mną)

-pasek zapina sie na kolejną dziurkę :)

-czuję się świetnie i coraz lepiej wyglądam

-do wagi docelowej brakuje mi jeszcze 7 kg (wg wykresu Dukana powinnam ją osiągnąć 31.07.2010), czyli już wkrótce :) Akurat na pierwsze urodzinki mojej najwspanialszej córeczki Marysi :):)

-już bliżej końca niz początku :)

 

06 czerwca miałam urodziny i dostałam od rodziców książkę Dukana 350 nowych przepisów i patelnię grillową :) Nawet nie wiedziałam jakie mięsko z patelni grillowej jest smaczne:) Pychota. Poniżej przepis na kotlet "ala" kebab z piersi kurczaka z pieczarkami:

-połowa piersi z kurczaka

-1 jajko

-6-8 pieczarek

-1/2 cebuli

-papryka

Pierś z kurczaka posypać przyprawą do kebeba, obtoczyć w jajku i na patelnie. Pieczarki, papryke i cebulę pokroić i posypać przyprawą do pieczonych ziemniaków i też na patelnie. Pieć około 10-15 min i gotowe:)

Znalazłam ostatnio spodnie w szafie, w które się nie mieściłam wcześniej a dziś...są nawet odrobinę luźne :) Musze je tylko dać do skrócenia (heh z resztą jak każde portki).

 

 

13:25, mojekilogramy
Link Komentarze (5) »
środa, 26 maja 2010

Dziś 26.05.2010 (ponad 3 tygodnie na diecie) pora na małe podsumowanie:

  • waga 66 kg (nic nie zleciało przez tydzień- przez chwilke było 65,5 kg ale....byłam na szkoleniu poza domem przez 3 dni i...troszkę nagrzeszyłam i teraz mam za swoje :P)
  • ilość grzeszków na sumieniu 5....pięć piw w przeciągu trzech dni- WINA SZKOLENIA!!!
  • ale czuję, że chudne!!! może waga tego nie pokazuje, ale ja wiem swoje :P
  • pasek zapina się cały czas na tą samą dziurkę, ale... już czuje luz i lada moment przeskoczę na następną:)
  • znajomi mi mówią, że widać, że sporo schudłam :) bossko! nawet mąż (wiadomo jak to z facetami...ślepi, głusi, póki nie wyłożysz im kawy na ławę to sami się niczego nie domyślą...) sam od siebie mi mówi, że na buzi jestem szczuplejsza i... to jest najlepsze ON WIDZI, że zaczyna mi się robić talia!!!! jupi!!!
  • czuje sie świetnie i WIEM, że osiągnę swój cel!

 

A co do szkolenia, to jestem z siebie dumna, że zgrzeszyłam TYLKO z piwem (wiecie-integracja). Mieliśmy zapewniony obiad, którego sami sobie nie wybieraliśmy, więc możecie się tylko domysleć co czułam, gdy dostałam talerz z pieczonymi ziemniakami lub frytkami i de-volajem... Ale byłam twarda, nie tknęłam ziemniaków, de-volaja oskubałam z panierki (niektórzy patrzyli sie na mnie trochę dziwnie, ale mi to zwisało- miałam kaca moralniaka po tych piwach, no i zwykłego kaca też :P:P) Dobrze ze na drugi obiad była pierś grilowana z indyka - mniam, ale nie mogło być aż tak cudownie, bo na piersi była połowa brzoskwini z puszki.... Cały czas myslałam tylko o tym jak już mam nagrzeszone i nie poddałam się... odłożyłam brzoskwinie do ziemniaków i z premedytacja zdrapałam (zapewne słodziutki jak diabli) syrop. Heh, troszkę na kotlecie go zostało, ale pomyślałam, że jak bedę go chciała wytrzeć w ściereczkę , to na bank wszyscy wezmą mnie za niepoczytalną... Więc zjadłam go z resztką syropu! MNIAM i jeszcze raz MNIAM! Teraz jednak przyszedł czas odpokutować na grzechy. Wiele się niezastanawiająć stwierdziłam, że skrócę sobie za karę o jeden dziń fazę białka+ warzywa. To taka forma żalu za grzechy :P I fazę z samych białek przeciągnę do 6 dni. No zobaczymy jak tym razem mi wyjdzie!!! Wszystkim DUKANOWCOM życzę wytrwałości i powodzenia!!!

14:09, mojekilogramy
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 maja 2010

Dziś 18-05-2010 (równe dwa tydodnie jestem już na diecie):

  • obecna waga 66 kg (łącznie zrzuciłam już 7 kg)
  • pasek zapina się już na kolejną dziurkę
  • zmuszona byłam zwęzić stanik w obwodzie (narazie nie kupuję nowego, bo mam przed sobą jeszcze walkę z 9 kg)
  • spodnie zaczynają na mnie wyglądać dość groteskowo :) wiszą na tyłku :)
  • ilość grzeszków na sumieniu : 1 (zrobiłam TO w piątek tj. 14-05-2010, z czystą premedytacją wypiłam 2 drinki z colą light i... SIEKŁO MNIE :) No proszę jaka teraz jestem ekonomiczna :)

Okres fazy naprzemiennej bardzo mi odpowiada. Przez ostatnie pięć dni zajadałam sie warzywami jak tylko mogłam. Odziwo, mój żołądek znacznie się mniejszył i jak sobie policzyłam to dziennie zjadam może z 500-600 kcal. Strasznie mało!!! A mimo tego jestem najedzona i nie daję rady wepchnąć w siebie nic więcej. Mam nadzieję, że nie odbije się to mega efektem jo-jo. Z resztą wydaje mi się, że trochę za szybko "lecę" z wagi. W II Fazie powinno się gubić ok. 1 kg tygodniowo, a mi już zleciały 2,5 kg w przeciągu jednego tygodnia!!!

 

Oto przepisy jakie wykombinowałam ostatnio:

Chlebek żytni:

  • 3 łyżki stołowe otrębów żytnich
  • 1 łyżka serka homogenizowanego 0% ( ja akurat go nie miałam i wymieszałam ze sobą trochę chudego twarogu z jogurtem naturalnym i było OK )
  • 1 jajko
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli

Wszystkie składniki ładnie ze sobą wymieszać (konsystencja powinna być dość stała), wyłożyć blachę papierem do pieczenia i łyżką nałożyć takie "paćki". Włożyć do nagrzanego piekarnika do temp 150 stopni i piec przez ok. 10 min.

 

Placki owsiane :

  • 3 łyżki stołowe otrębów owsianych
  • 1 łyżka serka homogenizowanego 0% ( ja akurat go nie miałam i wymieszałam ze sobą trochę chudego twarogu z jogurtem naturalnym i było OK )
  • 1 jajko
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 3-4 rozkruszone słodziki.

Wszystkie składniki ładnie ze sobą wymieszać (konsystencja powinna być dość stała), wyłożyć blachę papierem do pieczenia i łyżką nałożyć takie "paćki". Włożyć do nagrzanego piekarnika do temp 150 stopni i piec przez ok. 10 min

Potrawka pieczarkowa:

  • ok 0,5 kg pieczarek
  • 1 duża cebula
  • 1 por
  • 1 papryka
  • sól, pieprz
  • słodka papryka (przyprawa)
  • przyprawa do pieczonych ziemniaków

Wszystkie składniki pokroić i wrzucić do rękawa (takiej folii do pieczenia mięs). Nagrzać piekarnik do ok 150 stopni i piec przez ok 30-40 min. Pychota.

 

10:21, mojekilogramy
Link Komentarze (2) »
piątek, 14 maja 2010

Tak sobie ostatnio myślałam na temat wszystkich etapów diety Dukana. Moje wnioski zaskoczyły mnie samą... Otóż, moja determinacja do przejścia chociaż całego trzeciego etapu, spowodowana jest tym, że nie chcę mieć efektu jo-jo. W wytycznych dotyczących diety bardzo wyraźnmie zaznaczone jest stwierdzenie "nie chcesz mieć efetu jo-jo, przejdź przez trzeci etap". Jaki ten Dukan jest cwany :) Na początku bardzo lecimy z wagi, co mocno nas motywuje i determinyje do dalszej walki z kilogramami. Wpadamy wręcz w euforię. Jesteśmy zachwyceni skutecznością. Później przychodzi drugi etap diety i... tempo utrary kilogramów znacznie zwalnia. Niektórzy mogą zacząć się łamać i chcieć rzucić to w szystko w diabły, ale...pojawia sie czerwone światełko, UWAŻAJ, JAK TERAZ SIĘ PODDASZ, MASZ GWARANTOWANE JO-JO!. I co wtedy robimy? Szkoda nam stracić tego co już osiądneliśmy i brniemy w to dalej. Czy przypadkiem Dukan nie był psychologiem??? Diabelki plan wymyślił ;) A możej jest to jedyny "sposób" na szczupłych inaczej. Trzeba ich zrobić w konia i uzmysłowić, im że OMINIĘCIE któregokolwiek etapu, a zwłaszcza trzeciego, skazuje Cię z góry na przegraną. Tak to właśnie jest. Nie powiem, Dukan znalazł na mnie haka i chwała mu za to!!! Może w końcu nabiorę prawidłowych nawyków żywieniowych i pozbęde sie tych boczków i baleronów raz na zawsze!!!

 

A teraz tak troszkę z innej bajki:) Przeczytałam właśnie artykuł dotyczący wpływu kolorystyki pożywienia na apetyt. Otóż czerwony, żółty i pomarańczowy kolor powoduje wzrost apetytu. HHmm ciekawe czemu McDonalds, coca-cola i większość opakowań chipsów jest właśnie w tej kolorystyce. Biały kolor (chyba najbardziej zdradliwy) "zmyla" nasz organizm i daje wrażenie, że potrawy są znacznie mniej kaloryczne niż jest w rzeczywistości. Ha i tu pojawia sie chwila konsternacji: białe talerze, ziemniaki, makarony, białe pieczywo... Wszystko wydaje nam się jasne. Eureka!!! Co cielawe, kolor niebieski znacznie zmniejsza nasz apetyt. A to dlatego, że od dawien dawna ten kolor sygnalizował nam, że żywność jest zepsuta. I w tym właśnie miejscu chcę ogłosić wszem i wobec, że jutro montuję NIEBIESKIE ŚWIATEŁKO W LODÓWCE! OOO i to jest mój sposób na niepodjadanie :)

środa, 12 maja 2010

To do dzieła!!!

Mój wszorajszy plan A został troszkę "zmodyfikowany". Tak, tak wiem, kobieta zmienną jest :P Na śniadanko jednak wygrały słodkości hihi (twaróg, jogurt naturalny, słodzik i otręby owsiane). Tak wczoraj tęskniłam za warzywami i już nie mogłam się ich doczekać, a dziś hhmmm jakoś entuzjazm opadł. Tzn mam na drugie sniadanko sałatkę z zieleniny, ale zostało mi też troszkę niedojedzonego słodziutkiego twarogu....i to chyba on wygra ranking na najsmaczniejsze drugie śniadanie dnia 12.05.2010.

Wczorajsze popołudnie spędziłam na pichceniu warzywno-mięsnych przysmaków. I skończyło sie tym, że o 21 padłam trupem na wyro i już nie wstałam, aż do rana (tzn. dałam jeszcze radę ostatkiem sił przebrać sie w piżamę). I to chyba jest przyczyną spadku entuzjazmu do warzyw. Ale co tam, damy radę!!!

Chyba muszę troszke pobuszować po necie i poszukać jakiś warzywnych nowości. Nie ma to jak pichcenie czegoś nowego. To jak odkrywanie nowych możliwości. Inspiracje kuchenne, potrafią całkowicie zrewolucjonizować nasze podejście do smaków, kolorów, łączenia "znanego" z "nieznanym". Jedynym ryzykiem takich eksperymentów kulinarnych może być późniejszy "brak zaufania do pierdnięć"... Ale z drugiej strony, ma to swoje plusy. Organizm nie kumuluje zbędnego "balastu", człowiek czuje sie lekko, choć czasem musi walnąć życiówkę na 100 metrów w stronę toalety. To też nie jest takie złe, w końcu ruch to zdrowie i wspomaga pozbywanie się TYCH KILOSÓW.

 

 

 

10:04, mojekilogramy
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 maja 2010

Oto kilka moich przepisów na pierwszą fazę diety proteinowej:

Sos czosnkowy:

  • jogurt naturalny
  • posiekany czosnek
  • pokrojony ogórek konserwowy
  • szczypta soli i pieprzu
  • słodka papryka (przyprawa)
  • chilli (przyprawa)

Wszystko wymieszać i GOTOWE! Sosik nadaje się do pieczonej piersi z indyka lub kurczaka, jajka na twardo, wędliny.

 

Sos do pieczonej rybki (ja polecam łososia):

  • chudy twaróg
  • jogurt naturalny
  • surowe jajko
  • posiekany czosnek
  • łyżka musztardy
  • pieprz sół

Wszyskie składniki dokładnie wymieszać. Sosem zalać surową rybę i piec w piekarniku w tem. ok 200 sztopni przez ok 40 min.

 

Sernik na zimno:

  • chudy ser
  • jogurt naturalny
  • słodzik
  • żelatyna

Wszystkie składniki zmiksować, dodać rozpuszczoną w wodzie żelatyne, odstawić do lodówki aż do ścięcia. PYCHOTA!

 

Śledzik:

  • kilka płatów śledzia marynowanego
  • jogurt naturalny
  • ogórek konserwowy

Śledzika pokroić na plastry, dodać pokrojonego ogórka konserwowego, zalać jogurtem. GOTOWE.

 

Sałatka z tuńczyka:

  • puszka tuńczyka w sosie własnym
  • ogórek konserwowy
  • 2 jajka na twardo
  • jogurt naturalny
  • sól, pieprz

Wszystkie składniki pokroić, wymieszać, dodać jogurt, posolić i popieprzyć do smaku :)

 

Słodkie śniadanko:

  • serek wiejski lekki
  • 2 tabletki słodzika

Tabletki rozkruszyć i dodać do serka. GOTOWE I SUPER SŁODKIE!

 

Słodkie śniadanko wersja II:

  • chudy twaróg
  • jogurt naturalnt
  • 3 tabletki słodzika

Wymieszać twaróg z jogurtem i dodać skruszony słodzik :)

 

Pasta jajeczna:

  • 2-3 jajka na twardo
  • czosnek
  • 1 lyżka musztardy
  • jogurt naturalny
  • sól, pieprz

Jajka i czosnek posiekać, dodać  musztardę i jogurt. Posolić i popieprzyć do smaku.

 

Rybka w galarecie (ja polecam dorsza)

  • filet z dorsza
  • kostka rosołowa
  • piertuszka (natka)
  • czosnek
  • żelatyna

Filet ugotować w rozpuszczonej kostce rosołowej z dodatkiem natki pietruszki i ząbkiem czosnku. Ugotowaną rybkę wyjąć i rozdrobnić. Do wywaru dodać żelatynę. Rybkę ułożyć w salaterkach i zalać wywarem. Odstawić do lodówki aż do ścięcia. Podawać ze szczyptą octu.

 

 

 

 

Ostatni dzień I Fazy dietki proteinowej

 

Dziś 11.05.2010 - 8 dzień pierwszej fazy i... OSTATNI!

Bilans ostatniego tygodnia:

  • utrata wagi 5 kg
  • samopoczucie dobre (choć dziś zaczynam się troszkę łamać i brak mi zieleniny)
  • spodnie luźne (zainwestowałam w pasek-kupiłam taki na styk i jestem w stanie zapiąć się na ostatnią dziurke- to po to, by mieć lepszą motywacje :P)
  • ilość grzeszków na sumieniu : ZERO!!! Jestem z siebie dumna :)

Już nie mogę sie doczekać jutrzejszego dnia. Zaplanowałam sobie ucztę warzywną godną królewskiego nakrycia. Jakie to dziwne, że dopiero, kiedy człowiek przechodzi na dietę proteinową, docenia smak, soczystość i piękne kolory warzyw. Gdyby ktokolwiek wcześniej dał mi do wybory ociekającego tłuszczem kebeba z sosem czosnkowym lub sałatkę z zielonej sałaty, ogórka, papryki, rzodkiewki, pomidora, szczypiorku skropioną sosem vinegrett (teraz to dostałam ślinotoku). Wybór byłby oczywisty KEBAB, mało tego, zakrapiany PIWEM! Nigdy w życiu nie podejrzewałabym siebie, że tak zatęsknię za zieleniną. Od dzieciństwa warzywa kojarzyły mi się z nieustannym śleńczeniem nad talerzem i modleniem się o samoistne rozpłynięcie się w przestrzeni... I jeszcze do tego ten głos Mamy : Nigdzie nie wyjdziesz dopóki brukselka nie zniknie z talerza... O zgrozo!

Ale wracając do mojej królewskiej uczty. Plan A jest taki:

Śniadanie:

  • serek wiejski 3% ze szczypiorkiem i rzodkiewką (mniam)
  • kawusia z chudym mlekiem i słodzikiem
  • jak starczy mi miejsca :P, to dorzucę jeszcze jajko na miękko z sosem czosnkowym (jogurt naturalny, czosnek,ogórek konserwowy i chilli )

II Śniadanie:

  • chudy ser wymieszany z jogurtem naturalnym i posłodzony słodzikiem
  • dużo, dużo rzodkiewki (tak na przegryzkę- wiem słodkie i rzodkiewka "trochę" się "gryze", ale ja tak mam od zawsze :)
  • kawusia

Obiad:

  • bigosik na piersi z indyka z cukinii (cukinię i mięsko poddusić, delikatnie posolić, dodać koncentrat pomidorowy, dużo dużo kopru i GOTOWE!)

Podwieczorek:

  • sałatka z: sałaty, pomidora, rzodkiewki, szczypiorku, ogórka, papryki a to wszystko polane sosem vinegrett. Ilość: DO BÓLU!

Kolacja:

  • zawijańce z szynki, sałaty a środku np. kawałek pomidorka, ogórka konserwowego, papryki.

 

Jak narazie planu B nie wymyśliłam :P. Cała moja dzisiejsza energia skupia się na wymyślaniu różnych kombinacji warzywnych na jutro. Jestem tak podekscytowana wprowadzeniem warzyw, że nie jestem w stanie skupić myśli na niczym innym. Jutrzejsza wyżerka będzie uwieńczeniem tych OŚMIU DNI ŚCISŁRGO POSTU!

 
1 , 2